Podsumowanie… no comments
Patrząc na te 4-5lat zmagania się z chorobą, a raczej urazem, stwierdzam, że najlepszym lekarstwem na ból jest uprawianie sportu. Gdy trenowałem na siłowni – mój grzbiet wzmacniał się. Mięśniami obudowywałem szkielet – jeśli można tak to ująć. Rzadko występował ból, gdy czynnie uprawiałem sport. A jeśli był – to znikomy. Dodatkowo jest wiele pozytywnych aspektów z trenowania. Oczywiście nie zamierzam ograniczyć się tylko do siłowni. Chciałbym wprowadzić w swój „harmonogram” zajęć też pływanie na basenie, raz na tydzień lub na dwa tygodnie. Wszystko zależnie od czasu.
Dodatkowo przydałoby się raz na jakiś czas wybrać na masaż rozluźniający lub rozciągający. Czas pokaże co z tego wszystkiego wyniknie. Ale jedno wiem – w większości to, co mi lekarze przepisywali (leczenie „soluxem”) było zbywaniem pacjenta. Nawet nie pokwapili się zbadać – spojrzeli na zdjęcie i ok., solux – następny.
Służba zdrowia – troszkę u nas kuleje… niestety, przez to my cierpimy.
Najciekawsze, że ostatni lekarz jaki mi przepisał pełną rehabilitację był czarnoskóry. Nie bał się dobrze zbadać człowieka i skierować go na coś więcej niż sam „solux”.
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.